środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 7

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Jeśli przeczytasz, będę naprawdę wdzięczna za szczerą opinię w komentarzu. Dla ciebie to tylko chwila, a mnie każdy komentarz motywuję do dalszego pisania.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------


Widzę na przeciwko Mike'a, który gada z jakimś chłopakiem. Podchodzę bliżej i witam się z nim, a jego reakcja jest jakaś dziwna. Szybko żegna się ze swoim znajomym, którego powiem szczerze nigdy nie widziałam, a wiem z kim Mike'a rozmawia a z kim nie. Z tym chłopakiem nigdy go jeszcze nie widziałam. Mój przyjaciel nagle zaczyna rozmowę.

- Hej, jak tam? - uśmiecha się.

- Um, dobrze - uśmiecham się lekko, ale po chwili stwierdzam, że dłużej tak nie mogę. Za dobrze go znam, żeby twierdzić, że wszystko jest w porządku.

- Co się dzieje? - w moim głosie nie słychać troski. Mój głos jest teraz jak głos policjanta, który przesłuchuje podejrzanego.

- Co ma się dziać? - udaje zdziwionego.

- Dziwnie się zachowujesz. Jesteś spięty i udajesz, że wszystko jest okej, a tak nie jest. - mówię wprost.

- Problem w tym, że wszystko jest dobrze i nic się nie dzieje. - przewraca oczami.

Zadzwonił dzwonek.

- Pa, do potem. - odchodzi.

- Pa - mówię zrezygnowana i odchodzę.

Siedzę na lekcji biologii myśląc o Mike'u. Jeszcze wczoraj był normalny, wyluzowany, pomimo tego, że wydarzyło się pomiędzy nami coś dość krępującego, on i tak był spokojny i taki jak jest zawsze. Jeśli chodzi o jego dzisiejsze zachowanie, to jest to zupełnie inny człowiek.

Skończyłam już lekcje, on też. Po dzwonku idę pod jego klasę, ale jego już tam nie ma. Wychodzę ze szkoły i idę ścieżką, którą zawsze wraca do domu.

Doszłam. Dzwonię do drzwi. Żadnych oznak życia. Wyciągam telefon i próbuję do niego się dodzwonić, ale nic. To dziwne, bo zawsze wracamy razem ze szkoły, a dzisiaj tak nie jest. Nie wiem czy jest to powód do zmartwień czy nie, ale ja i tak trochę się martwię. Pójdę do domu, a najwyżej potem jeszcze do niego zadzwonię albo do jego mamy, a jak nie odbiorą, to spotkamy się jutro w szkole i wszystko mi wyjaśni.

Idę w stronę domu próbując dłużej nie myśleć o Mike'u. Mogłabym w sumie też iść do Mai i pogadać z nią o tym. Może doradziłaby mi co mam robić. Jednak decyduję się na powrót do domu, włączenie mojego ulubionego serialu i odgrzanie sobie pizzy.

Nagle do moich uszu dochodzi dźwięk radiowozów policyjnych i karetki. Mam swój dom na widoku. W tym momencie serce mi staje i jestem pewna, że jak natychmiast nie wypuszczę powietrza z ust, to chyba zemdleję. Przez chwilę stoję bez ruchu w miejscu, ale moment później, szybko zrywam się na nogi i biegnę w stronę domu.

Serce bije mi jak szalone.

Widzę płaczącą Rose. Z mojego ramienia spada na ziemię torba. Nie kontroluję teraz niczego. Podbiegam do Rose i ją mocno przytulam, pierwszy raz w moim życiu. Zaczynam płakać i zakrywam dłońmi usta na widok noszy, które niosą lekarze do karetki. Rose szlocha jak nigdy i podbiega do noszy, na których leży Lauren.

- Mamo, proszę bądź tu - mówi niezrozumiale płacząc i łapie ją za rękę.

Podbiegam do drugich noszy płacząc.

- Tato... - po moich policzkach spływa miliony łez.

Zaczynam wypytywać się lekarzy co się stało, ale oni nie chcą mi odpowiedzieć. Mówią tylko, żebyśmy wsiadały szybko do karetki. Choć jestem cała roztrzęsiona tym co się dzieje, biorę Rose za rękę i wchodzimy szybko do środka wozu.


*w szpitalu*

Przytulam Rose, która płacze jak nigdy. Nikt nam nic jeszcze nie powiedział. Stresuję się jak nigdy wcześniej.

Zauważam Mike'a. Wstaję i podchodzę do niego. Mocno mnie przytula. Moje łzy pozostają na jego koszulce.

- Tak mi przykro. - mocniej mnie przytula.

Zaczynam panikować, mam wrażenie, że wie więcej niż ja.

- O co ci chodzi? Dlaczego ci przykro? - odsuwam się od niego i pytam patrząc mu w oczy.

- Cayla, nic nie wiesz? - ma łzy w oczach.

Zaczynam szybko oddychać. Wszystko mnie zagłusza. Rozmazuje mi się obraz pod wpływem moich łez.

- Co ty pieprzysz?! - po moich policzkach spływają łzy. - Mike! Co ty do cholery mówisz?! -popycham go.

Rose to wszystko widzi, podchodzi i pyta się co się stało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz