Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Jeśli przeczytasz, będę naprawdę wdzięczna za szczerą opinię w komentarzu. Dla ciebie to tylko chwila, a mnie każdy komentarz motywuję do dalszego pisania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Mike's POV
Obudziłem się. Leżę sam w łóżku. Panuje cisza. Zaczynam sobie powoli coś przypominać. Nie wierzę. Kurwa. Zdałem sobie sprawę, że ja i Cayla uprawialiśmy seks. Nie wiem kto zaczął, ale wiem, że chcieliśmy tego oboje, a może lepiej by to zabrzmiało, gdybym powiedział, że żadne z nas się nie sprzeciwiało. Gdzie jest Cayla? Co ona musi sobie teraz myśleć? Szybko ubieram spodnie i koszulkę, po czym zbiegam po ogromnych schodach. Wybiegam na dwór i szukam wśród tych wszystkich aut swojego. Wyjmuję komórkę z kieszeni i dzwonię do Cayli. Pierwszy, drugi, trzeci raz. Nie odbiera. Nie poddaję się. Dzwonię następne trzy razy. Nie ma szans. Włączam silnik i zaczynam kierować się w stronę jej domu.
Cayla's POV
Wróciłam z łazienki do pokoju Mai i za wszystko jej podziękowałam.
- Co jest? - pyta wprost.
Zaczynam się śmiać, a po chwili ni skąd niz z owąd, zaczynam płakać. Siadam obok niej na łóżku i chowam twarz w dłoniach.
- Cayla - dziwi się i od razu przysuwa się bliżej, żeby mnie przytulić.
- Zrobiłam coś okropnego - nie mogę przestać płakać.
Czuję, że Maia boi się zapytać o co dokładnie chodzi, ale jednak po chwili to robi.
- J-a - słyszeć załamanie w moim głosie. - Uprawiałam seks z Mike'em. - z moich oczu leci jeszcze więcej łez.
- Z Mike'em?! - słychać w jej głosie totalne zaskoczenie. - Dziewczyno, ale wy jesteście przyjaciółmi.
- Wiem, ale to po prostu się stało. Nie chcieliśmy tego. - mówię płacząc. - A najgorsze jest to, że to chyba ja go do tego sprowokowałam.
Maia gładzi mnie po ramieniu i pociesza, ale to mi ani trochę nie pomaga.
- Jak ja teraz mam życ? Mam żyć w kłamstwie? Mam udawać, że nic takiego się nie stało?
- Ja bym tak zrobiła.
- Poważnie? - ocieram łzy i przewracam oczami.
- Tak, właśnie tak, mówię poważnie. Wiem co musisz teraz czuć, ale na twoim miejscu cieszyłabym się, że zrobiłam to z chłopakiem, którego znam i lubię. Jest twoim przyjacielem. Wolałabyś zrobić to z jakimś pierwszym lepszym?
- No właśnie chodzi o to, że tak! Nie dość, że uprawiałam seks pierwszy raz, to jeszcze z moim przyjacielem! Mike i ja to tylko przyjaciele i tak ma zostać, a teraz wszystko będzie już do bani. Spieprzyłam.
- Może i masz rację. Musisz z nim o tym pogadać. Musicie sobie wszystko wyjaśnić.
- Może i masz rację.
- No widzisz jak się zgadzamy - puszcza do mnie oczko i się uśmiecha.
Pozwalam sobie na lekki uśmiech i się do niej przytulam. Dziękuje ci Boże, że istnieje taki ktoś jak Maia Ross Flynth.
- Będę się już zbierać.
- Okej, ale obiecaj mi coś. Pogadasz jutro z Mike'em o tym co się stało. Chyba nie pozwolisz, żeby przez takie coś wasza przyjaźń się rozpadła, prawda?
- Prawda. - odpowiadam.
- No i świetnie. Kocham cię. - wstaje i przytula mnie na pożegnanie.Kiedy dochodzę już do domu, otwieram drzwi, po czym zamykam je na klucz. Zdaję sobie sprawę, że przydałoby mi się dzisiaj coś takiego, żebym mogła zapomnieć o tym wszystkim choć na moment, choć co czasu, w którym zostanie to wszystko wyjaśnione. Mam potrzebę pójścia do Mai, oglądania filmów i wpychania w siebie wszystkiego co możliwe. Jednak nie chcę mi się już do niej wracać, więc idę na górę do pokoju, ale po drodze ktoś zaczyna do mnie coś mówić.
- Gdzie byłaś? - pyta się mnie ta wiedźma.
- U koleżanki - nie mam na nią siły, dosłownie.
- Um..aha - słychać w jej głosie, jakby miała nadzieję, że byłam na jakiejś imprezie, tylko po to, żeby mnie skrzyczeć. To podłe, że gdy jej córka wychodzi gdzieś, która jest ode mnie młodsza kilka lat, to nie krzyczy na nią w ogóle, pozwala jej na wszystko, ale jeśli chodzi o mnie to pyta się mnie gdzie byłam, nawet wtedy kiedy idę tylko wyrzucić śmieci.
Kontynuuję mój powrót do pokoju, gdy nagle znowu mi coś przerywa. Ktoś dzwoni do drzwi. Mam ochotę w tym momencie komuś przywalić. Schodzę na dół, otwieram drzwi i widzę przed sobą jego twarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz