wtorek, 22 września 2015

Rozdział 2

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Jeśli przeczytasz, będę naprawdę wdzięczna za szczerą opinię w komentarzu. Dla ciebie to tylko chwila, a mnie każdy komentarz motywuję do dalszego pisania.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Obudziłam się i zdałam sobie sprawę, że to dzisiaj jest impreza. O dziwo nie mogłam się jej doczekać, a jeszcze wczoraj tak bardzo nie chciałam na nią iść. Pomyślałam, że przynajmniej na chwilę będę mogła uwolnić się od codziennej rutyny.


Kiedy spojrzałam na zegar, okazało się, że lekcja trwa już od 10 minut, a ja wciąż leżę w łóżku.


- Cholera! - wkurzyłam się.


Szybko stanęłam na nogi, ubrałam pierwsze lepsze ubrania z szafy, czarne leginsy i bluzkę w czarno białe paski z krótkim rękawem. Nie rozczesując włosów (jak już wiecie, mam z tym ogromny problem) spięłam je szybko w wysoki kucyk, a następnie zarzuciłam torbę na ramię. W domu byłam tylko ja, tata i macocha musieli wyjść dzisiaj wcześniej do pracy, a Rose umówiła się godzinę przed lekcjami z Marilyn w jej domu. Zamknęłam drzwi i zaczęłam biec w stronę szkoły najszybciej jak się tylko da. Trafiłam akurat na przerwę po pierwszej lekcji. Byłam zdyszana, ledwo co mogłam oddychać. Mike zobaczył mnie, po czym podszedł.


- Hej, jak tam?


- Nic nie mów. Zaspałam - powiedziałam dysząc.


- Biedactwo - uśmiechnął się.


- Ha ha ha - zirytowałam się.


- Impreza aktualna rozumiem?


- No tak, czemu nie? - wkurzało mnie to, że tak się ciągle o to dopytywał, choć to był pierwszy raz, kiedy się upewniał, pomimo to i tak mnie to wkurzyło, w końcu rozmawialiśmy o niej wczoraj i powiedziałam, że pójdę.


- Okej, nic, tak się pytam. Po prostu cieszę się, że w końcu pójdziesz ze mną na imprezę, dlatego się upewniam, żebyś mnie przypadkiem nie wystawiła.


- Aha, fajnie, dzięki Mike - teraz to już przesadził, odeszłam oburzona w stronę szafki lekko spocona i zdenerwowana, przez spóźnienie i Mike'a. Dzisiejszy humor zdecydowanie mi nie dopisywał, przynajmniej jak na razie.


- Przepraszam, ale wiesz, że mi na tym zależy - podążył za mną i oparł się o moją szafkę, widział, że jestem dziś jakaś nie w sosie, był pewny, że to przez to spóźnienie.


- No właśnie - wyciągnęłam z szafki potrzebne książki i schowałam je do plecaka. Zamknęłam szafkę i szłam w stronę klasy nie zwracając uwagi na Mike'a, jednak ciągle do niego coś mówiąc - zależy ci na tym, dlatego nigdy bym cię nie wystawiła, jak mogłeś tak pomyśleć? - znowu się wkurzyłam.


- Nie wiem, przepraszam. To się nie powtórzy, obiecuję - nienawidził, kiedy się na niego złościłam, dlatego zawsze jak najszybciej robił wszystko, żeby temu zapobiec. Na prawdę rzadko zdarzało mi się na niego gniewać. Aby skończyć ten temat spytał się mnie jaką mam teraz lekcje. Miałam matematykę. Każdy poszedł w swoja stronę, a ja w swoją, zdałam sobie sprawę, że moja złość wynikła tylko i wyłącznie z porannej sytuacji i że wyżywanie się na przyjacielu to nie jest dobry pomysł. Lekcja matematyki z panią Litroat minęła zdumiewająco szybko, jak zawsze. Wyszłam na dwór, chciałam trochę odetchnąć, żeby przy następnym spotkaniu z Mikiem nie wybuchnąć niepotrzebnym gniewem. Brałam trzy duże łyki wody, gdy nagle podeszła do mnie Nancy.


- Hej Cal! - była miła, lecz na taką nie wyglądała. Zawsze ubierała się jak typowa lalka Barbie, a na dodatek była blondynką.


- Hej - jej uśmiech wyglądał tak sztucznie.


- Hej - uśmiechnęłam się.


- Wpadniesz dzisiaj do mnie na imprezę?


- Mhm, tak pewnie. Przyjdę z Mikiem - przez chwilę się zawahałam.


- Okej, to cudownie! Do zobaczenia wieczorem - posłała mi szeroki uśmiech.


Humor mi się już trochę polepszył. Przebrałam się w suche ubrania, po czym normalnie uczestniczyłam w zajęciach nie myśląc o tym, że jedną opuściłam. Była 13:35 co oznaczało, że została mi jeszcze jedna lekcja. Kiedy siedziałam na ławce na zewnątrz powtarzając tematy na kartkówkę, ktoś usiadł obok mnie. Mike. Nie odzywałam się, udawałam obrażoną, choć wcale nie byłam już na niego zła, ani trochę. Wprost przeciwnie, byłam zła na siebie.


- Hej, czyli nie idziemy na imprezę, tak? - zasmucił się.


Zamknęłam książkę mając poważną minę, ale już dłużej tak nie mogłam. Wybuchłam śmiechem.


- Co?


- Głupku! - szturchnęłam go w ramię - Oczywiście, że idziemy - uśmiechnęłam się - Przepraszam cię. Nie powinnam gniewać się na ciebie za byle co. Po prostu z rana miałam bardzo zły humor, pewnie dlatego tak się zachowałam.


- Oh, rozumiem. Cieszę się, że wszystko gra - uśmiechnął się, po czym przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.


- Z tego co wiem kończymy dzisiaj o tej samej godzinie. 14:30 na parkingu. Jedziemy na zakupy! Oczywiście twoim autem, bo ja nie posiadam. - zaśmiałam się i poszłam dumna w stronę klasy, Mike również. Myślałam sobie o tym, że tak na prawdę jeszcze nigdy nie pokłóciliśmy się o coś ważnego. Kłócimy się w ten sam dzień, w którym się godzimy. To piękne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz